1
Strefa stylu

Ci z Was, którzy śledzą tego bloga lub mnie znają, doskonale wiedzą, że kocham czytać książki. Część z Was wie, że nie mam pojęcia o modzie, dlatego jedynym podejściem, do tego tematu, jakie mogę zaprezentować to: „dystans i zabawa”. W cyklu #modneczytanie postanowiłam połączyć obie te rzeczy: miłość do książek i zabawę modą. W każdej odsłonie zobaczycie strój, dla którego inspiracją była konkretna lektura. Bo czytanie jest przecież w modzie 🙂

Continue reading „#modneczytanie 1”

hygge
Kulturalnie

Wielokrotnie pisałam o tym, że ludzie próbują znaleźć receptę na szczęście – stąd półki w księgarniach pełne poradników wszelkiej maści. Jest jednak naród, który już dawno odnalazł sposób na spokojne, pełne radości, szczęśliwe życie – to Duńczycy. Nie, wcale nie są zbyt odkrywczy, po prostu nazwali to, co od wieków wiedzą wszyscy.

Continue reading „„hygge. duńska sztuka szczęścia” – marie tourell søderberg”

milion-cudownych-listow
Kulturalnie

Słyszeliście o projekcie Milion Cudownych Listów? Jodi Ann Bickley założyła stronę onemillionlovelyletters.com, za pośrednictwem której ogłosiła światu: „Jeśli chcesz dostać list, przyślij mi maila (…), dołącz adres zwrotny i wyjaśnij, dlaczego potrzebujesz, żeby do Ciebie napisać (…)”. No i się zaczęło. Lawina ruszyła. A później jakiś szalony wydawca zaproponował Jodi, by napisała o tym książkę.

Continue reading „„milion cudownych listów” – jodi ann bickley”

najczarniejszy_strach_harlan_coben
Kulturalnie

Nie znoszę czytać książek ze środka serii. Lubię wiedzieć jak się wszystko zaczęło, obserwować jak bohater się rozwija i dorasta, jak zmienia się (lub nie) sposób narracji… Po książkę Harlana Cobena sięgnęłam więc nie z rozmysłem, a przypadkiem – koleżanka zabrała ją ze sobą na Maderę. W ostatnim dniu naszego pobytu zaczęłam czytać „Najczarniejszy strach”, czekając na transport na lotnisko. Zaczęłam i wsiąkłam.

Continue reading „„najczarniejszy strach” – harlan coben”

stara biblioteka
Myśli nieuporządkowane

Za starych, dobrych lub nie bardzo (punkt widzenia zależy od punktu siedzenia) czasów, gdy nie było jeszcze telefonów komórkowych i komputerów, ludzie mieli normalne umowy o pracę i nie znali słowa grillować, pierwszego maja szli w pochodach, wyjeżdżali na wczasy zakładowe i marzyli by mieć Trabanta lub Fiata 126p, a mnie nie było jeszcze na świecie (ewentualnie już byłam, ale mała), w każdym, większym zakładzie pracy istniała biblioteka. Państwo zapewniało masom dostęp do kultury, z czego robotnicza brać korzystała ze zmiennym entuzjazmem. Skąd wiem? Ano wiem, bo stałam się jakiś czas temu posiadaczką części zbiorów takiej przyzakładowej biblioteki, a karty wypożyczeń (czy jak się to nazywa) mówią jasno – szału nie było!

Continue reading „ze starej biblioteki”